Archiwum autora: ohlalacrafts

Poza zasięgiem

Czy zdarzyło Wam się tak, że lista rzeczy do zrobienia nabiera mocy urzędowej miesiącami, jak nie latami? Że rupieć kupiony całą wieczność temu czeka na nowe wdzianko już tak długo, że zapomnieliście, skąd się wziął na półce? Że plany bardzo rozjeżdżają się z realizacją? Powodów może być wiele. Ale co zrobić, żeby jednak zrobić? Skoro doba ma tylko 24 godziny. Są jednak miejsca, w których czas płynie wolniej. W których oddech się uspokaja, a organizm przechodzi w tryb slow mode. Gdzie powietrze jest tak rześkie, że już jeden wdech ładuje ledwo działający akumulator. Ostatnio żartowałam: weź jedną babę, wywieź ją do lasu, a od razu znajdzie czas i energię na renowacje rupieci. Żarty żartami, ale podejście bardzo skuteczne.

Reklamy

Witaj Maleństwo

Po warsztatach u Cynki z tworzenia albumów od podstaw polubiłam się bardzo z tym tematem. Idealny prezent na każdą okazję i oprawa do zdjęć z najpiękniejszych wspomnień. Tym razem album powędrował do pewnej maleńkiej dziewczynki z okazji Chrztu. Na każdej stronie miejsce na zdjęcie z najpiękniejszych chwil. „Pierwszy spacer”, „pierwszy uśmiech”, „pierwsza kąpiel” i wszystko, co warto bobasowi pierwszego uwiecznić na fotografii 🙂 Teraz tylko trzeba wybrać zdjęcia.

Bobasowe cukierkowe

Przy zamówieniach z serii „dla bobasa” mam największą zagwostkę. „Noo, różowe”. Ale fuksja, magenta, purpura, pudrowy, landrynka? Bo jak tu zmajstrować coś co będzie słodkie i urocze, ale jednocześnie delikatne i eleganckie? Do tego typu prac najdłużej wybiera się zestaw papierów i dodatki. Na szczęście przychodzi taka chwila, gdy wszystkie elementy zaczynają się układać w jedną całość 🙂 A później to już sama przyjemność: wyklejanie, składanie, smaczki, detale… No i jest boxik na chrzest dla małej dziewczynki 🙂

Za pomoc w tworzeniu dziękuję UHK Gallery i Wycinance 🙂

Parostatkiem w piękny rejs…

No i doczekałam się. Mój pierwszy exploding box przy użyciu wykrojników i BigShota 🙂 Cieszę się tym bardziej, że właśnie dziś został wręczony z życzeniami na nową drogę życia. Oby Młodym wiodło się jak najlepiej w tym wspólnym rejsie.

Zmykam poszukiwać inspiracji do następnych boxów, życząc wszystkim udanej majówki.

Plastusiowy pamiętnik

Warsztaty plastyczne to takie coś, co tygryski lubią najbardziej. W jedno miejsce przyjeżdżają osoby z różnych stron, w różnym wieku, każdy z innym fachem w ręku. Księgowa, przewodnik wycieczek, bezrobotna, a nawet pani chirurg. Właściwie to ciężko zapamiętać kto czym się zajmuje na co dzień. W chwilach warsztatów to przestaje być istotne. Praca, problemy, kredyty – to wszystko zostaje za drzwiami, po przekroczeniu krórych czas staje w miejscu, a wszyscy zaczynają mówić jednym językiem – tym warsztatowym. W tych chwilach wystarczy tylko przyodziać fartuszek, narzędzia wziąc w dłoń, a rzeczy niesamowite dzieją się same. Niby według wytycznych, niby z tych samych materiałów, a jednak każda praca jest inna. W każdej pracy ktoś zostawia cząstkę siebie. I powiem szczerze, że nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że te prace warsztatowe mają w sobie to coś. Może to przez wzgląd na atmosferę panującą na warsztatach? Totalny luz, dobry humor, śmiechu co nie miara. Znam wiele osób, dla których takie warsztaty są swego rodzaju terapią. Jogą dla duszy. Polecam wszystkim, którzy potrzebują choć na chwilę oderwać się od ziemi czy po prostu odpocząć psychicznie od codzienności. A przy okazji spotkać przesympatycznych ludzi i stworzyć coś nietuzinkowego.

Ostatnio miałam przyjemność uczestniczyć w warsztatach mixedmedia podczas otwarcia pracowni i sklepu 13@rts. Miejsce niesamowite, a atmosfera tam panująca sprzyja tworzeniu. Podczas warsztatów można było zgłębić technikę mixedmedia tworząc kompozycję na drewnianym pudełku. Wielość dodatków i dostępnych foremek do odlewów sprawiła, że każda praca była wyjątkowa. Smaczku pracom dodały połyskujące proszki shiny powders 13arts dostępne w całej palecie barw. Na mojej pracy w tonacji perłowej i starego złota. Polecam wypróbować. Ja tymczasem już myślę nad kolejnym projektem w tej technice 🙂

Sweet memories…

Zapach herbaty z malinami z dzieciństwa, buzia umorusana czekoladą i pączki z konfiturą z róży polane lukrem… Aż się prosi o zdjęcie z tamtych czasów, opis kilku wspomnień czy odręcznie zapisany przepis na babcine wypieki. Z taką właśnie myślą powstał album „love this moment”. Z konikiem na biegunach, w retro-słodkich kolorach, z miejscem na zdjęcia i zapiski. Na pamiątkę. Na słodkie wspomnienia.


A że słodkie rzeczy się przyciągają to zgłaszam album na Wyzwanie z Gościem #59 organizowane przez Rapakivi. Taki wyzwaniowy moodboard pełen słodyczy i zapachu czekolady aż się prosił o ten album 🙂